sobota, 7 stycznia 2017

PROLOG

18 lat wcześniej, Arkadia
Anna Jagiell była urodziwą damą na dworze królewskim. Zatrzymać ją przy sobie pragnął nawet syn władcy elfów - Likar. Dziewczyna zawsze rozpuszczała swe jasne włosy i przyciągała uwagę swoim szmaragdowym spojrzeniem. Miała wielu adoratorów, a jednak bez wahania wybrała tego jednego. Gdy jej ojciec - Theofanis, wspaniały król nad królami, wysoki rangą anioł, poznał oblicze wybranka swojej następczyni, oburzył się i zakazał jej poślubienia go. Jednak Anna za bardzo kochała Kasimira Rios. Pewnej burzliwej nocy, siedząc w swojej komnacie, podjęła decyzję. Zabrała ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy w plecak i upewniła się, że nikt nie będzie jej śledzić. Skryła skrzydła pod mocnym czarem, tak aby wyglądało to, jakby nigdy ich nie posiadała. Z zamku wydostała się podziemnym przejściem, do którego tylko ona miała dostęp i pobiegła w ustalone wcześniej z Kasimirem miejsce. Anna weszła do gospody "Pod piórkiem". Zdawała sobie sprawę, że może zostać rozpoznana, więc nałożyła nie zdjęła z głowy ciemnego kaptura. Poza tym, miała nadzieję, że goście "Piórka" będą za bardzo otumanieni alkoholem o tej porze, żeby cokolwiek zobaczyć. Jej ukochany czekał przy stoliku, ustawionym w najbardziej odległym kącie. Przysiadła się do niego i ledwo powstrzymała się, żeby go pocałować.
- Wszystko załatwione - powiedziała. - Muszę się tylko tego pozbyć - upewniła się, że nikt nie patrzy i pokazała mu jeszcze jarzący się niebieską poświatą kamyk z wyrysowanymi na nim runami. - Otworzył mi przejście podziemne i wolę nie brać go ze sobą w drogę. Jeszcze ktoś zacznie coś podejrzewać. W tej wiosce, chcę zacząć wszystko od nowa. Z nową osobowością. Tam nikt mnie nie zna z wyglądu.
- Co chcesz z tym zrobić? - Kasimir skinął na kamień.
Anna chwilę się zastanawiała, a potem nie wiadomo z jakiego powodu, jej spojrzenie powędrowało ku wystającej desce w podłodze. Banalny pomysł, ale zawsze jakiś. Anna mogłaby się założyć o sto cherubinów, że nikt nie ma zamiaru szperać w tej zestarzałej podłodze. Znowu rozejrzała się po gospodzie i wrzuciła kamień pod podłogę. Nogą poprawiła deskę, która zaczęła nieco przepuszczać niebieskie światło.
- Musimy się zbierać - oznajmiła.
- Jesteś tego pewna? Nie będziesz potem żałować? - upewnił się Kasimir.
- Ojciec zabrania mi być z tobą ze względu na potomka. Następca musi być czystej krwi.
- Ale...
- Dlatego... - przerwała mu. - Musimy dochować tajemnicy. Nasze przyszłe dziecko nie potrzebuje tych dodatkowych cierpień.
Kasimir chwycił ją mocno za dłoń.
- O to się nie martw.
Anna i Kasimir wyszli z "Piórka" i skierowali się na wchód od Arkadii do wioski ludzi i mieszańców. Przyrzekli sobie, że nikt nie dowie się prawdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz